Strony

poniedziałek, 6 października 2014

Ogłoszenie

Część z Was pewnie już o tym wie, bo z paroma osobami poruszałam ten temat, część być może dowiedziała się od innych, dla części pozostawało to niespodzianką, ale już od czasu wakacji pisałam prężnie pewne opowiadanie. Nie "Astargota", ani nic związanego z fantastyką. To opowiadanie, które jest prezentem dla mojej przyjaciółki Virusa - urodziny ma siódmego, możecie śmiało składać życzenia :D. Od pewnego czasu zastanawiałam się w jakiej formie je opublikować i ostatecznie zdecydowałam się je umieścić tutaj -> Czerwone Niebo.

Opowiadanie, jak sami widzicie, nosi tytuł "Czerwone Niebo" i umiejscowione jest w postapokaliptycznych realiach. Jeśli wejdziecie na tą stronę i klikniecie przycisk "podgląd" będziecie mieli możliwość pobrać za darmo fragment opowiadania (około dwadzieścia stron), by zapoznać się ze stylem pisania i wstępnym zarysem fabuły. Opowiadanie liczy łącznie 122 strony. Powstało w całości właściwie tylko i wyłącznie dzięki inicjatywie i inspiracji, jaką dostarczyła mi jedna, wspomniana już wcześniej, bliska mi osoba. Całość jest dostępna płatnie, jak widać na stronie, ALE...

... mam świadomość tego, że część z Was nie ma pieniędzy, nie ma konta bankowego czy z jakichkolwiek innych względów nie jest w stanie opowiadania kupić, niezależnie od chęci. Chcę być wobec Was uczciwa i także dać Wam szansę zapoznać się z opowiadaniem, dlatego zamierzam organizować konkursy - kolejny pojawi się zapewne już przy przyszłym rozdziale "Astargota". Będą to bardzo proste konkursy, nie wymagające szczególnych umiejętności czy czasu, coś na zasadzie opisania ulubionego bohatera z moich opowiadań, ulubionego opowiadania etc., naprawdę nic skomplikowanego, żeby każdy miał równe szanse. Ponadto po paru miesiącach zapewne opowiadanie pojawi się w całości tutaj.

Ze względu na to, proszę Was także o uczciwość wobec mnie. O nierozpowszechnianie tego opowiadania, czyli nie rozsyłanie go innym oraz nie umieszczanie go na ogólnodostępnych serwisach. Zrozumcie proszę, że włożyłam w to opowiadanie naprawdę wiele pracy, wiele godzin, dni, tygodni i chciałabym mieć z tego także jakieś wymierne korzyści, a opowiadanie naprawdę jest tego warte.

Jeśli kupicie opowiadanie i będzie Wam się ono podobało, proszę polećcie je znajomym, dodajcie informacje na forach, jeśli na jakichś się udzielacie (oczywiście powiązanych tematycznie ze slashem ;)) i generalnie siejcie nowinę. Jeśli "Czerwone Niebo" okaże się sukcesem, na pewno w przyszłości pojawi się więcej podobnych projektów (i nie zakłóci to publikacji na tym blogu). I oczywiście zostawcie mi komentarz, ale najlepiej będzie jeśli wyślecie mi go przez maila lub na gadu-gadu. Nie chciałabym, żeby osoby, które nie miały możliwości opowiadania przeczytać napotkały przez przypadek na jakieś spojlery, a wierzcie mi, jest co spojlować :D. Nie chcę cenzurować Waszych komentarzy ani tu, ani na beezarze, ale jeśli będzie taka konieczność to będę musiała, więc raz jeszcze... e-mail, gadu-gadu i czekam na wasze opinie ;).

Teraz informacja co do "Astargota". Ten rozdział jest luźniejszy, nieco przerywnikowy i niewiele zostało już do końca. "Astargot" również pojawi się na beezarze, jeszcze ZANIM dokończę publikować go tutaj. Będzie to coś w rodzaju "wczesnego dostępu" - osoby, które kupią opowiadanie będą je po prostu mogły przeczytać od razu, pozostali nadal będą mogli odnaleźć kolejne rozdziały tutaj, chociaż oczywiście czas publikacji jak zwykle będzie wynosił około półtora tygodnia.

I a propos beezara raz jeszcze - jeśli są jakieś opowiadania (dwie osoby napisały mi już o "Drag Queen"), które chcielibyście, bym opublikowała w takiej formie, trochę odświeżone w pdf-ie, dawajcie znać :D. Postaram się tym zająć jak tylko będę miała wolną chwilkę.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :)

niedziela, 13 lipca 2014

Ogłoszenie

Wiem, że prawdopodobnie narobiłam tym postem smaku osobom, które czekały na informację dotyczącą publikacji opowiadań z tego bloga - od razu zaznaczę więc, że ogłoszenie dotyczy czegoś innego.

W związku z tym, że wielu z Was nadal pisze do mnie z prośbą o udostępnienie "Every Me", wielu z Was chciało także otrzymać rozmaite opowiadania z bloga w postaci pdf, informuję, że założyłam konto na serwisie, na którym można wydać własne ebooki -> Silencio

Już możecie znaleźć tam "Every Me", a jeszcze dziś pojawi się tam także "Chaos". Oba opowiadania zostaną poddane edycji - to jest pojawią się akapity i wyczekiwane przez wielu spacje przed myślnikami (miejscami podwójne, wybaczcie ;))), niestety jeśli chodzi o kwestię błędów, zwłaszcza w przypadku pierwszego opowiadania, nie da się ich uniknąć - korekta całości kosztowałaby mnie majątek.

Nie ukrywam, że jest to dla mnie sposób na pozyskanie funduszy, dzięki którym będę w stanie poświęcać pisaniu więcej czasu niż obecnie - przede mną ostatni rok studiów, czasu coraz mniej, zaś wydatków coraz więcej, stąd też częściowo ta decyzja. Oczywiście zaznaczam od razu, że "Chaos" nie zniknie z tego bloga, pozostanie tu w niezmienionej wersji, przynajmniej przez najbliższy czas.

Jeśli będziecie zainteresowani opowiadaniami w takiej wersji, z chęcią dodam tam też zbiór one-shotów i inne zakończone twory.

Zaś w kwestii opowiadań... Nadal Astargot i pewien tajemniczy one-shot dla pewnego tajemniczego kogoś, który na pewno zostanie dokończony do października.

Dziękuję Wam za uwagę i pozdrawiam serdecznie.

Silencio.

piątek, 31 stycznia 2014

WAŻNE

Witam.

Chciałabym napisać, że mam dobre wiadomości, ale obawiam się, że dla zdecydowanej większości z Was takie one nie będą. Wielu z Was prawdopodobnie spodziewało się, że taki dzień nadejdzie i mieliście rację. Odkąd skończyłam "Every Me", każde jedno opowiadanie, które zaczynałam na tym blogu miało być tym "jedynym", które przykuje moją uwagę i zainspiruje mnie na tyle, bym była w stanie pisać je regularnie, nie narzekając przy tym na brak chęci i weny. Niestety, za każdym razem wychodziło inaczej. Miałam wrażenie, że może po prostu nie jestem osobą, która potrafi się skoncentrować na jednej tematyce aż tak mocno, zawsze miałam zbyt dużo pomysłów i nie do końca potrafiłam to wszystko uporządkować. Zmieniło się to w momencie publikacji "Chaosu". To było pierwsze opowiadanie, które pisałam regularnie, z dużą chęcią, bardzo wczuwając się w przedstawiony w nim świat oraz relacje łączące obu bohaterów. Już w trakcie "Chaosu" zadecydowałam, że nie opuszczę tych realiów i będę pisała kolejne opowiadanie w nich umiejscowione - "Astargota". Okazało się, że "Chaos" nie był wyjątkiem od reguły, ale po prostu przełomem. Mimo iż z początku pisanie "Astargota" szło mi opornie, obecnie mam dwudziestorozdziałowy zapas, który stale się powiększa. Pisanie "Astargota" niewątpliwie wiąże się dla mnie z licznymi frustracjami, ale dawno już żadne opowiadanie nie sprawiało mi tyle radości i satysfakcji. Problem jednak w tym, że o ile byłam w stanie pogodzić pisanie "Chaosu" z innymi opowiadaniami, o tyle z "Astargotem" jest znacznie trudniej.

Nie wiem czy to element dojrzałości, chwilowa fanaberia czy może to opowiadanie jest dla mnie najzwyczajniej w świecie tak ważne, ale nie jestem dłużej w stanie pogodzić prowadzenia wszystkich tych historii. Nie dlatego, że nie miałabym na to czasu - przeciwnie, jak wspominałam, mam duży zapas, do wielu opowiadań z tego bloga mam napisane plany rozdziałów czy nawet fragmenty samych rozdziałów i właściwie od dłuższego czasu pisałam w taki właśnie sposób, nie w tym jednak sęk. Sęk w tym, że takie pisanie nie sprawia mi przyjemności. Gdy tylko kończę rozdział "Astargota", właściwie zmuszam się, by napisać cokolwiek innego. Nie mam na to ochoty, nie mam weny i nie czuję nawet takiej radości z komentarzy czy rozczarowania z ich braku jak niegdyś. Zauważyłam, że moje opowiadania zaczynają we mnie budzić irytację - najpierw "Wyzwanie", później kilka kolejnych. Już wcześniej myślałam poważnie nad zawieszeniem tego bloga, ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Jednak liczne okoliczności i przerwa w pisaniu spowodowana sesją właściwie jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że tak właśnie należy postąpić. Nie tęsknie za pisaniem poszczególnych opowiadań z tego bloga i zaczyna mi do nich brakować sentymentu. Może już to odczuliście dostrzegając spadek jakości, jeśli nie, zapewne odczulibyście to za jakiś czas. Nie będę uderzać w patetyczne tony i mówić, że "tak będzie lepiej dla wszystkich", bo nie jestem zwyczajnie w stanie tego stwierdzić. Mogę powiedzieć jedynie, iż z mojej strony to racjonalna decyzja, niepodyktowana emocjami, podjęta chyba w rzeczywistości już bardzo dawno temu, ale odkładana z licznych przyczyn - niechęci rozczarowania czytelników, strachu, obawą przed zmianami.

Nie zamierzam usuwać tego bloga. Nie deklaruję, że zawieszam go na zawsze bez możliwości powrotu. Mam sporo rozpoczętych one-shotów, a te zdarza mi się pisać długo, choć ostatecznie je kończę (jak na przykład "Jasona", którego całą koncepcję, a nawet niektóre fragmenty miałam przygotowane jeszcze na wiele miesięcy, a nie wiem nawet, czy nie dłużej, przed ostateczną publikacją), więc nie ukrywam, iż prawdopodobnie się tu pojawią. Oprócz tego mam też fragmenty innych rozdziałów, niektóre prawie skończone czy ukończone do połowy - kto wie, może pewnego dnia dokończę je i tutaj wrzucę. Może też wena w rzeczywistości powróci i wkrótce będę pisać tu jak wcześniej, jednak nie jest to żadnego rodzaju obietnica, której można by się trzymać. Jak wspominałam, bardzo przemyślałam tę decyzję i gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości, wstrzymałabym się z nią. Teraz jednak "Astargota" traktuję jako swoje najistotniejsze opowiadanie, a przeskakiwanie co chwila z tematyki na tematykę zaburza jedynie moje skupienie i nie pozwala mi się należycie skoncentrować na głównym wątku opowiadania.

Zdaję sobie sprawę, że zawieszenie by-silencio wiąże się z utratą wielu czytelników, którzy nie czytają "Astargota", a może nawet tych, którzy do tej pory go czytali, od razu jednak zaznaczam, że mimo iż jestem świadoma odczuć części z was związanych z tą sprawą, złości czy smutku, nie poddam się żadnego rodzaju emocjonalnym szantażom - nie żebym z góry zakładała, że ktoś z Was zamierza robić coś podobnego, pozytywnie zaskoczyło mnie spokojne przyjęcie wiadomości o "Wyzwaniu", ale z drugiej strony spotykałam się z histerycznymi reakcjami przy błahostkach w porównaniu z tym, co ogłaszam dzisiaj, więc muszę to brać pod uwagę. Jeśli chcecie napisać o swoich odczuciach w komentarzu - bardzo proszę. Jeśli macie ochotę skontaktować się ze mną osobiście, przez maila czy gadu-gadu, nie ma najmniejszego problemu. Musicie jednak wiedzieć, iż w tym momencie nic nie zmieni mojego zdania co do podjęcia tej decyzji.

Jest mi smutno, że pewien etap mojego pisania dobiega końca, ale z drugiej strony czuję ulgę. To właściwie wszystko, co mogę napisać o samym zawieszeniu i jego przyczynach. Część z Was zapewne je zrozumie, część nie. Ta decyzja wiąże się jednak z pewnymi zmianami, o których poinformuję za dwa tygodnie, przy publikacji kolejnego rozdziału "Astargota" (za moment na blogu pojawi się jego dwunasty rozdział). Chodzi o zmianę częstotliwości ukazywania się tego opowiadania.

Dodatkowo chciałam zamieścić jeszcze jedną informację, bo to pytanie stale przebija się tu w komentarzach, a nie chciałabym, żeby przeniosły się one też na "Astargota".
Jeśli ktoś chce otrzymać opowiadanie "Every Me" niech napisze do mnie na maila. Nie zostawi maila w komentarzu, ale napisze na maila do mnie - najczęściej czytam komentarze kiedy jestem na uczelni, często też robię to w pośpiechu, bo zawsze jestem ich ciekawa, a akurat pojawiło się coś nowego, ale nie mam jak odpisać czy nie mam na to czasu, a później po prostu o tym zapominam. Usunęłam też "Every Me" na blogspocie, ponieważ wiązało się to jedynie z nieskończonymi pytaniami o to, kiedy dodam kolejne rozdziały, a skoro oczywistym jest, iż nie zamierzam tego robić, nie ma potrzeby, żeby ten blog dłużej tam był i wzbudzał nadzieję osób, które chciały go przeczytać w takim formacie. Raz jeszcze - osoby zainteresowane niech piszą do mnie na maila. Jeśli nie otrzymacie odpowiedzi w ciągu kilku dni, prawdopodobnie wylądowaliście w spamie - w takim wypadku skontaktujcie się ze mną przez gadu-gadu. Po prawej stronie znajdziecie wszelkie niezbędne dane kontaktowe.

O wszelkich innych zmianach będę informować na bieżąco, choć te, które dotyczą mojego drugiego opowiadania będą się pojawiały od tej pory na tamtym blogu.

Dziękuję osobom, które czytały i komentowały tego bloga, a także przyczyniły się niewątpliwie do jego rozwoju. Do mojego rozwoju również.

Pozdrawiam serdecznie.

Silencio

sobota, 11 stycznia 2014

Ogłoszenie

Po pierwsze przypominam, że termin nadsyłania prac do konkursu upływa 31 stycznia.

Po drugie z racji tego, że pewnie jak wielu z Was mam teraz masę zaliczeń i zbliża się sesja, nie mam pojęcia, jak będzie z publikacjami na tym blogu. Jeśli chodzi o drugiego bloga mam naprawdę spory zapas, ale tutaj muszę pisać na bieżąco, a co za tym idzie może się zdarzyć, że będzie kilkudniowe opóźnienie albo rozdział nie ukaże się wcale. Oczywiście o wszystkim postaram się na bieżąco informować.

Po trzecie zaś w pierwszej kolejności (nie wiem kiedy) pojawi się tutaj Edmund, a później prawdopodobnie "You Found Me".

piątek, 3 stycznia 2014

21. Szczerość [LPoH]

Obudziłem się rano tak szczęśliwy, jak chyba nigdy wcześniej. Tak szczęśliwy, że aż trudno było mi uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę i zapewne gdyby nie widok śpiącego smacznie u mojego boku Andy’ego, uznałbym, że był to tylko jeden z moich specyficznych snów. Przez dobre kilkadziesiąt minut leżałem nieruchomo na posłaniu, wpatrzony w plecy rudowłosego, rozmyślając o nim, o sobie, o nas… Wspomnienia z zeszłego wieczoru powracały do mnie raz po raz, nasze wspólne chwile, jego pocałunki, dotyk, ciepło jego wnętrza, błysk w jego oczach, sposób w jaki na mnie patrzył, zupełnie inaczej niż dotychczas, wywołując dreszcze… Zagryzłem wargę w mimowolnym uśmiechu, po czym raz jeszcze spojrzałem na śpiącego chłopaka, a następnie ostrożnie wysunąłem się z łóżka, starając się go nie zbudzić. Wyjąłem z szafy potrzebne ubrania, by moment później po cichu opuścić sypialnię.
Przeszedłem do łazienki, gdzie wziąłem prysznic i ubrałem się, a później skierowałem się do kuchni, by zrobić śniadanie – nic wymyślnego, raptem kilka kanapek z dżemem, bo niewiele więcej dało się wyczarować z naszych obecnych zapasów, przy niedużym wysiłku, choć już sam fakt, iż nie była to zwyczajowa jajecznica powinien ucieszyć Andy’ego. Rudowłosy wciąż nie wstawał, więc postanowiłem znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Uprzątnąłem większą część mieszkania, a gdy i z tym się uporałem, obejrzałem nawet fragment telewizyjnego programu, mogąc przy tej okazji nasłuchać się o zbliżającym się porodzie jakiejś celebrytki, zjadaniu łożysk, skutecznym sposobie na pozbycie się plam z wina, nowej płycie znanej i lubianej piosenkarki (… dobry Boże, w życiu o niej nie słyszałem), a także porad na temat kuchni włoskiej, kontrolowania własnych dzieci tak, by nie były tego świadome oraz nieregularnej menstruacji. Cóż… Poranek jak co dzień, chciałoby się rzec, poza faktem, że było już solidnie po jedenastej, a Andy wciąż jeszcze się nie obudził. Nasłuchiwałem ze zniecierpliwieniem jakichkolwiek odgłosów z sypialni, ale nic nie wskazywało na to, że chłopak wstał. To było dziwne. Ja zazwyczaj wstawałem wcześniej od niego (w ogóle miałem w zwyczaju budzić się z samego rana), ale on również nie spał długo i o tej porze był już zwykle na nogach.
Wpadłem na pewien pomysł i wróciłem do kuchni. Wyjąłem z szafki tacę, by położyć na niej talerz z kanapkami, a także świeżo przygotowaną herbatę, a następnie ruszyłem z tym w kierunku sypialni, powoli i ostrożnie, dokładając wszelkich starań, aby całość ne wylądowała zaraz na posadzce albo, co gorsza (biorąc pod uwagę gorącą ciecz), moich nogach. Do pokoju dotarłem bez większych problemów, więc chyba powinienem był pokładać większą wiarę w swojej koordynacji ruchowej. Odłożyłem tacę na stolik, a następnie przysiadłem na łóżku, by nachylić się nad leżącym plecami do mnie rudzielcem.
-Andy…- szepnąłem mu miękko do ucha, nim złożyłem na jego skroni delikatny pocałunek. Nie wiedziałem czy budzenie go jest dobrym pomysłem, ale spał już tak długo… A poza tym, nie będę ukrywał – zdążyłem się już za nim stęsknić i jakoś trudno było, bez niego, mi znaleźć dla siebie miejsce, zwłaszcza po tym, co zdarzyło się wczoraj.- Pora wstawać…
Rudowłosy poruszył się niespokojnie. Uchylił powieki i zerknął na mnie kątem oka.
-Co jest, Mitch?- zapytał nerwowo.- Co się dzieje?
Uśmiechnąłem się lekko dochodząc do wniosku, że musiałem go nieco zdezorientować i wytrącić z równowagi tą pobudką.
-Przyniosłem śniadanie- oznajmiłem pogodnie, mając nadzieję, że ta informacja szybko postawi go na nogi i poprawi mu humor.
Rzeczywiście, przez moment Andy sprawiał wrażenie spokojniejszego, niemalże jakby mu ulżyło, choć to raczej trudno było uznać za normalną reakcję na przyniesienie posiłku. Przewrócił się na plecy, a następnie podciągnął do pozycji siedzącej. Sięgnąłem po tacę i ułożyłem ją ostrożnie na jego udach w taki sposób, by mieć pewność, że nic co się na niej znajduje lada chwila się nie przewróci.
-Smacznego- rzuciłem.
Rudzielec jednak nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar cokolwiek zjeść. Właściwie nie sprawiał nawet wrażenia, jakby w ogóle był głodny, wprost przeciwnie, skrzywił się lekko widząc przed sobą talerz pełen kanapek. Zdziwiło mnie to. Zwykle o tej porze jadł wszystko, cokolwiek mu przygotowałem, a nawet więcej – często prosił o dokładki albo sam coś sobie przygotowywał. Tak czy inaczej, rano miał duży apetyt. Choć szczerze mówiąc – zawsze go miał. Tym razem było inaczej. Może spowodowała to nagła pobudka, może po prostu nie czuł się najlepiej, ale widziałem, że jest jakiś nieswój. Poirytowany. Nerwowy.
Po długiej chwili wahania, chwycił w końcu kubek herbaty. Podmuchał kilkukrotnie gorącą ciecz, a następnie ostrożnie upił kilka drobnych łyków. Wiedziałem, że na resztę nie ma najmniejszej ochoty, więc odłożyłem tacę z powrotem na stolik, by mu nie przeszkadzała.
-Jeśli masz ochotę na coś innego, powiedz. Choć szczerze mówiąc, nie licząc kilku zamrożonych pizz i tony słodyczy, nie zostało wiele rzeczy, z których mógłbym przygotować coś na śniadanie…- zaśmiałem się lekko. Andy nawet nie zareagował. Czułem, jak mój poranny entuzjazm zaczął gwałtownie zanikać.- Możemy iść na zakupy. Albo, jeśli wolisz, przejść się do jakiejś kawiarni czy restauracji…- wymieniałem, starając się natrafić na cokolwiek, co mogłoby poprawić rudowłosemu nastrój.
Bezskutecznie.
Chłopak uśmiechnął się kwaśno.
-No, proszę, Mitch…- rzucił chłodnym, pełnym politowania tonem.- Jedno ruchanko i już stajesz się milszy, co…?
Aż zaniemówiłem z wrażenia, gdy usłyszałem te słowa.
-A… Andy!- wydusiłem z siebie, kompletnie zszokowany.- O czym ty mówisz?- zapytałem bez zrozumienia. Przecież moja propozycja nie była w żaden sposób niestosowna i nie miała najmniejszego związku z tym, co się między nami wydarzyło. Po prostu chciałem go rozweselić.
-O niczym- wycofał się natychmiast.- To był tylko taki żarcik, nie musisz się przejmować…- dodał po chwili, śmiejąc się wymuszenie.
… Nie. Wcale nie był.
Przyglądałem się Andy’emu z uwagą, pełen obaw. Znałem go już wystarczająco dobrze i wiedziałem, kiedy żartował. Wiedziałem kiedy ze mnie kpił i kiedy mnie prowokował, jeśli nie w momencie gdy to robił, to przynajmniej uświadamiałem to sobie zaraz po fakcie. Ale coś takiego…? To nie był żart. To była złośliwość. Nawet nie drobna, na jaką niekiedy sobie pozwalał, chcąc podnieść mi ciśnienie albo mając zły humor. Ale czysta, kąśliwa złośliwość, która musiała mnie trafić, a on musiał sobie z tego zdawać sprawę.
-Andy, co się dzieje?- zapytałem niepewnie, gdy w końcu otrząsnąłem się z szoku.- Jeśli zrobiłem coś, co cię zdenerwowało…- zacząłem powoli. Liczyłem, że jakoś się do tego ustosunkuje. Potwierdzi, zaprzeczy, powie cokolwiek, ale ten uparcie milczał, wprawiając mnie jedynie w coraz większą dezorientację i niepokój.- … to przepraszam- dokończyłem wreszcie.- Wiesz, że tego nie chciałem.
-Wiem- odparł rudowłosy tonem, który zmroził mnie od środka. Spojrzenie, jakim mnie w tym momencie obdarzył było jeszcze gorsze.- A wiesz dlaczego…?
Pokręciłem głową, nie mając pojęcia co odpowiedzieć.
-Bo powiedziałeś, że mnie kochasz- stwierdził dobitnie Andy, wciąż patrząc na mnie w ten specyficzny, niecodzienny sposób. Z mieszaniną wyczekiwania, irytacji i strachu… O co mogło chodzić?- Tak powiedziałeś, prawda?- dopytał, a jego słowa zabrzmiały jak zawoalowane oskarżenie.
-Tak- odparłem cicho.
-I mówiłeś prawdę?
-Oczywiście- zapewniłem.
Rudzielec milczał przez długą chwilę. Nie wiedziałem, czy takiej właśnie odpowiedzi się spodziewał. W ogóle nie wiedziałem, czego ode mnie oczekiwał. Chciałem rozumieć jego zachowanie i być się w stanie do niego ustosunkować, ale w tym momencie czułem się kompletnie zagubiony. Wracałem wspomnieniami do zeszłego wieczora, do naszych ostatnich wspólnych chwil, nim obaj zasnęliśmy, ale nie mogłem się w nich dopatrzeć niczego, co mogłoby zdenerwować chłopaka, zwłaszcza do tego stopnia.
-Wierzę ci, Mitch- rzucił w końcu, choć uśmieszek, jaki błąkał się na jego wargach odbierał jego słowom jakąkolwiek powagę. Brzmiały one niemalże kpiąco.- Wierzę ci, że mnie nie okłamujesz. I że naprawdę mnie kochasz. Tak bardzo, że byłbyś w stanie zrobić dla mnie wszystko…- dokończył prowokująco.
-Oczywiście, że tak!- zapewniłem go bez chwili wahania.- Andy coś się stało?- zapytałem, teraz już naprawdę przerażony.- Masz jakieś problemy? Potrzebujesz pomocy? Proszę, powiedz mi.
Rudzielec zawahał się, ale w końcu otworzył usta, a mnie wydawało się, że lada moment usłyszę wyjaśnienie. Zaraz jednak uśmiechnął się tylko i odłożył kubek na drugi stolik, po czym przysunął się do mnie, by się we mnie wtulić. Objąłem go ramionami, wciąż nie czując się ani odrobinę spokojniejszy.
-Potrzebuję tylko ciebie- odpowiedział szeptem chłopak. Jego ciało było pełne napięcia i sztywne. On sam, mimo tego, że się do mnie przytulał, wydawał się być nienaturalnie zdystansowany.- Czy to w porządku?- dopytał niezrozumiale.
-Tak- odpowiedziałem zdecydowanie, przyciskając go do siebie mocniej.- Tak, oczywiście, że tak.
Były takie momenty, gdy oddałbym absolutnie wszystko, by dowiedzieć się, co się dzieje w jego głowie.

Nie miałem pojęcia, co zrobić. Minęło już kilka godzin, nadeszła pora późnego popołudnia, ale Andy’emu wcale się nie polepszyło. Siedział w salonie, na kanapie, z podciągniętymi pod brodę kolanami, teoretycznie oglądając telewizję – teoretycznie, bo od kilkunastu minut nie spojrzał na ekran choćby przelotnie, a biorąc pod uwagę, że właśnie leciał jakiś program przyrodniczy, trudno było mi sobie wyobrazić, by rudzielec choćby słuchał go z zainteresowaniem. Co innego zresztą musiało pochłaniać jego myśli. W dłoni ściskał komórkę, raz po raz powracając wzrokiem do jej wyświetlacza, jakby na coś niecierpliwie czekał. Był osowiały, zniecierpliwiony i sfrustrowany.
Z początku jeszcze podchodziłem do niego, przysiadałem u jego boku, starałem się go wciągnąć w jakąś rozmowę, zapytać czy czegoś potrzebuje, dowiedzieć się, co mu jest i czy mogę w jakiś sposób poprawić mu humor. On jednak wyraźnie nie chciał mojego towarzystwa. Dałem więc temu spokój i teraz jedynie obserwowałem go z pewnej odległości, stojąc w progu kuchni i zastanawiając się nad przyczynami jego zachowania. Chciałbym móc mieć w czym wybierać, ale niestety tylko jedna odpowiedź przychodziła mi do głowy – to, że uprawialiśmy wczoraj seks. Po wszystkim rudzielec nie wydawał się na mnie zły. Raczej odrobinę skrępowany moim wyznaniem, to prawda, ale obaj zasnęliśmy w dobrych nastrojach. Później jednak nie wydarzyło się nic, co mogłoby doprowadzić go do takiego stanu. Może więc uznał, że to, co się między nami wydarzyło było błędem. Może żałował i dlatego nie chciał ze mną rozmawiać, dlatego zamknął się w sobie. A ja czułem się kompletnie bezradny.
Zaczął wybierać coś na telefonie. Musiał wysłać do kogoś wiadomość. Raz, a później drugi. Nie wiem czy otrzymał jakąś odpowiedź, czy to jej brak zirytował go do tego stopnia, że aż syknął z wściekłości, wkładając komórkę z powrotem do kieszeni spodni, a następnie kładąc głowę na kolanach i wsuwając palce obu dłoni we włosy. Zawahałem się przez chwilę, po czym ruszyłem powoli w jego kierunku. Czułem ciężar na sercu, gdy widziałem go takiego – zagubionego, zdesperowanego, wręcz pogrążonego w rozpaczy. Chciałem go rozumieć. Chciałem wiedzieć, co się dzieje, co tak bardzo go dołuje i kim jest ta osoba, z którą pisze. Ktoś z jego rodziny…? Mało prawdopodobne. Ktoś ze znajomych z klubu czy tego „hotelu”…? Mówił, że nie utrzymuje już z nimi kontaktu. Więc kto…? Ktoś, kto mu groził? Kto mógł zrobić mu krzywdę, kogo się obawiał…? Długo już żył sam, właściwie na ulicy, być może narobił sobie więcej długów i wrogów niż chciał przyznać…
-Andy…- rzuciłem cicho, zatrzymując się przy chłopaku. Cofnął ręce i podniósł głowę, by spojrzeć na mnie z wyraźną niechęcią. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie miał najmniejszej ochoty ze mną rozmawiać, więcej, nie miał chyba nawet ochoty mnie oglądać.- Nie jadłeś od rana. Powiedz tylko, co chciałbyś zjeść a…
-Nie jestem głodny- przerwał mi z wyraźną irytacją, jakby drażnił go sam fakt, że się do niego odzywam.
-W takim razie przyniosę ci chociaż coś do picia- odparłem.
-Zostaw mnie w spokoju, Mitch- wymamrotał, znowu kładąc głowę na kolanach.
Wróciłem do kuchni i jakbym nie słyszał jego słów, przygotowałem herbatę, a następnie przyniosłem ją do salonu i odłożyłem kubek  na stojący przed kanapą stolik. Usiadłem obok rudowłosego, przyglądając mu się z uwagą. Milczałem przez długą chwilę, usiłując zebrać myśli i po cichu licząc na to, że to on odezwie się pierwszy. Tak się jednak nie stało.
-Andy, co się dzieje…?- zapytałem w końcu z nutą bezradności w głosie.- Widzę, że coś jest nie w porządku. Jeśli mi powiesz, pomogę ci.
-Nie chcę o tym rozmawiać- odpowiedział rudzielec.
-Andy, proszę…
-Nie chcę rozmawiać- powtórzył stanowczo.
Podniosłem się i już miałem odejść, chcąc dać mu przestrzeń, której najwyraźniej potrzebował, ale coś mnie powstrzymało. Moje własne wyrzuty sumienia. Nie mogłem zostawić go w takim stanie, przyglądać mu się z daleka i czekać, aż sam zdradzi mi w czym rzecz. To nie był zwykły napad chandry czy złego humoru, który można było usprawiedliwić. To było coś innego. Znacznie poważniejszego. I choć z całych sił starałem się unikać myślenia o tym, co się między nami zdarzyło jak o przyczynie, poczułem się zobowiązany, by powiedzieć:
-Jeśli chodzi o wczorajszą noc…- Andy znowu podniósł na mnie wzrok, przyglądając mi się z uwagą i w wyraźnym napięciu, jakby oczekiwał na każde moje ewentualne słowo, gotów się przed nimi bronić lub atakować.- Może to wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Może w ogóle nie powinno było się wydarzyć. Jeśli to był błąd, powiedz. Nigdy tego nie powtórzymy. Możemy udawać, że to wszystko w ogóle nie miało miejsca.
Rudowłosy uspokoił się nieco. Parsknął, uśmiechając się pobłażliwie i pokręcił głową.
-Nie w tym rzecz, Mitch- odparł, a mnie na chwilę ulżyło.- Poza tym, gdybym powiedział coś takiego, mógłbym już pakować manatki, nie…?- dopytał zaraz złośliwie.- Choć w sumie nie mam wiele do pakowania, skoro wszystko tu jest twoje…
Zmarszczyłem brwi, mocno zdziwiony tymi słowami.
-Nie rozumiem…- przyznałem, odrobinę zdezorientowany.- Wydawało mi się, że nie raz już ci udowodniłem, że nie chodzi mi o seks.
-Mhm. Zwłaszcza wczorajszej nocy- podsumował lodowato.
Odwróciłem wzrok, czując dziwny, niemalże bolesny ucisk w okolicach przełyku.
-Ja… Ja…- zacząłem, ale z moich ust jak na złość nie chciało wydobyć się nic konkretnego. Mój głos drżał. Ja sam drżałem. Czułem, że powoli tracę nad wszystkim kontrolę.- Ja mam świadomość, że… że to mogło być odrobinę… niestosowne, ale… Ja nie chciałem tego na tobie wymuszać… To nigdy nie było moim celem, uwierz mi, proszę, nie chciałem, żebyś czuł się do czegokolwiek zobowiązany…- teraz mówiłem już niemalże jednym ciągiem, nie będąc w stanie powstrzymać natłoku słów.- Nie chciałem zrobić ci krzywdy.
Andy nie odpowiedział. Nie patrzył na mnie. Jego wargi zadrżały lekko.
-Przepraszam- dodałem po dłuższej chwili ciszy.
Zauważyłem, że oczy rudowłosego są równie zaszklone jak moje, ale nim zdążyłem cokolwiek zrobić, chłopak poderwał się gwałtownie z miejsca.
-Co robisz, Andy…?- zapytałem niemalże przerażony, również wstając i widząc, że ten zmierza w kierunku przedpokoju.
-Wychodzę- obwieścił chłodno, choć w jego głosie dało się wyczuć wyraźną wilgoć.
Ruszyłem pospiesznie za nim.
-Dokąd…?- rzuciłem bez zrozumienia, obserwując, jak zakłada buty, a następnie chwyta swoją kurtkę.
-Nie twoja sprawa.
Nie wiem co stało się ze mną w momencie gdy dostrzegłem, że zbliża się do drzwi. To były ledwie ułamki sekund. Czułem się tak, jakby coś rozdzierało moje serce na strzępy. Najpotworniejsze i najbardziej bolesne uczucie, jakiego doświadczyłem w całym swoim życiu. Miałem wrażenie, że mam zawał i że lada chwila zginę w tym cholernym przedpokoju, sam, pozwalając mu odejść, ale… Sęk w tym, że nie mogłem. Nie mogłem mu na to pozwolić. Nie mam pojęcia, co mnie napadło. Nagle, niemalże bezwiednie, jakby ktoś inny sterował moim ciałem, chwyciłem go mocno za ramiona i odwróciłem gwałtownie w twoją stronę.
-Nie!- krzyknąłem.
-Zostaw mnie, Mitch!- syknął z irytacją, próbując się wyswobodzić z mojego uścisku, ale to nie było łatwe. Bądź co bądź, był ode mnie młodszy. Mniejszy. Dużo słabszy. Zauważyłem, jak pierwsze łzy spłynęły po jego twarzy, łzy frustracji i wściekłości.
-Nigdzie nie pójdziesz!- zaoponowałem ze stanowczością i surowością, o jaką nigdy się nie podejrzewałem.- Nie dopóki mi wszystkiego nie wyjaśnisz!
-Puszczaj! Puszczaj, Mitch, nie znoszę się!
Chłopak krzyczał i szarpał się, próbując mnie odepchnąć, uderzyć, ale nic nie przynosiło rezultatu. Nagle zupełnie znieruchomiał. Rozpłakał się. Ja również nie byłem w stanie powstrzymać łez. Opadłem z sił. Osunąłem się na posadzkę i objąłem jego nogi, nie chcąc, by odszedł.
-Błagam cię, powiedz mi…- mówiłem nieustannie.- Chcę ci pomóc. Chcę ci pomóc, ale nie wiem jak, proszę, powiedz mi co się dzieje…
Klęknął przy mnie, by następnie wtulić się w moją klatkę piersiową. Pogładziłem go delikatnie po głowie. Czułem jak drży.
-Kocham cię- szepnąłem mu do ucha.- Przysięgam. Zrobię co zechcesz, powiedz tylko słowo…

Siedzieliśmy obaj na kanapie w salonie. Andy w swojej wcześniejszej pozie, trzymając w dłoni kubek z herbatą, z narzuconym na ramiona kocem, którym sam go okryłem, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że nie drży z zimna. Ja sam, choć starałem się opanować, wciąż czułem targające mną emocje. Moje dłonie trzęsły się wyraźnie, dlatego trzymałem je zaciśnięte na kolanach, nie chcąc denerwować rudowłosego jeszcze bardziej, mając nadzieję, że ten się uspokoi. Milczałem, jedynie spoglądając na niego z uwagą, cierpliwie czekając, aż to on przemówi. Czułem ulgę, że był tutaj ze mną. Nie wiem, co by się stało, gdybym pozwolił mu odejść. Bałem się, że byłby to ostatni raz, kiedy go widziałem.
-On śnił mi się dzisiaj…- powiedział nagle cicho rudzielec.
Spojrzałem na niego pytająco.
-Kto?- rzuciłem bez zrozumienia.
Andy nie odpowiadał. Zastanowiłem się i dopiero po chwili dotarło do mnie, o kim prawdopodobnie mówił.
-Ten… chłopak…?- dopytałem ostrożnie. Rudowłosy skinął głową, a więc chodziło o chłopaka, który go porzucił. Choć powinienem raczej powiedzieć „mężczyznę”, bo nim, w przeciwieństwie do Andy’ego, który był chłopakiem, a może zaledwie chłopcem gdy zaczęli się spotykać, był. Wciąż trudno było mi uwierzyć, że ktoś zdolny byłby do czegoś podobnego. Nie chodziło przecież jedynie o to, że go zostawił, ale w jakich okolicznościach, w jakim miejscu, skazując go właściwie na życie na ulicy! To było okrucieństwo. Okrucieństwo, do którego ja nie byłbym zdolny. Niezależnie od tego, żal jaki tlił się w oczach rudowłosego nie wynikał jedynie z jego poczucia krzywdy. Już wcześniej domyślałem się, że ten wciąż czuje coś do tego człowieka. Teraz miałem pewność. Może nie powinno mnie to dziwić, wszak pewnych sentymentów trudno było się pozbyć, jednak… Miałem wrażenie, że to coś więcej. Miałem wrażenie, że on wciąż go kocha.- Dlatego się zdenerwowałeś?
Rudzielec zawahał się wyraźnie. Zagryzł dolną wargę, wolną dłonią zaczesując za ucho pasemko włosów.
-Nie wiem…- przyznał po chwili.- Kiedy mnie obudziłeś, pomyślałem sobie…- Wziął głęboki oddech.- Pomyślałem, że każesz mi sobie iść. Sam nie wiem czemu- parsknął gorzko, odwracając wzrok.- Czasem myślę o takich rzeczach. Prawie cały czas. Wydaje mi się, że ci się znudzę. I że mnie zostawisz. Nie chcę wracać tam skąd przyszedłem- dodał szeptem, wciąż na mnie nie patrząc.
-Naprawdę przyszło ci do głowy, że mógłbym cię zostawić…?- zapytałem niemalże z niedowierzaniem. To zdecydowanie nie było możliwe. Nie wyobrażałem sobie, by kiedykolwiek mógł mi się „znudzić”, a nawet gdyby coś między nami nie grało… Przecież nie wyrzuciłbym go na ulicę!- Po tym, co się wczoraj zdarzyło…?
Sądziłem, że zaprzeczy, ale ku mojemu zdumieniu skinął głową.
-Nie wiem dlaczego- odparł natychmiast, jakby czuł, że musi się przede mną usprawiedliwić.- To nie ma żadnego związku z tym, jak mnie traktujesz…- dodał, gdy otworzyłem usta, by coś powiedzieć.- Ani z tym, co działo się wczoraj. Chciałem tego. Naprawdę. Już od pewnego czasu. Sądziłem, że będę potrzebował poważnego podstępu, by cię do tego zachęcić…- parsknął cichutko, pociągając nosem.- I było dobrze. Po prostu rano… To wszystko wytrąciło mnie z równowagi. A później zacząłem myśleć o różnych, dziwnych sprawach… I… I tak to się skończyło- dokończył bezradnie, wzruszając ramionami.
-Z kim pisałeś…?- dopytałem ostrożnie.
Podniósł na mnie wzrok.
-Z moimi przyjaciółmi- odparł lakonicznie.
-Przyjaciółmi…?- Przypominałem sobie, że wspominał o znajomych, ale o przyjaciołach nie. W gruncie rzeczy mogło jednak chodzić o te same osoby.- Tymi z hotelu i z klubu…? Wciąż się z nim kontaktujesz…?
-Czasem.
Wiedziałem, że wkraczam na grząski grunt. On wyraźnie nie chciał o tym mówić, a to nie był dobry moment, by na niego naciskać.
-Rozumiem- odpowiedziałem więc spokojnie.
-Dlaczego mnie tu ściągnąłeś, Mitch…?- zapytał niespodziewanie Andy, a ja spojrzałem na niego ze zdumieniem.- Mówiłeś już dużo różnych rzeczy, mówiłeś, że to dla mojego dobra, że chciałeś mi pomóc i że nie jesteś mną zainteresowany, ale przynajmniej to ostatnie jest oczywistą nieprawdą. Byłeś mną zainteresowany od samego początku. Chcę więc wiedzieć po co to wszystko. Dlaczego mnie tutaj zabrałeś i udawałeś, że nie chodzi ci o seks. Powiedz mi prawdę- dodał stanowczo.- Muszę wiedzieć.
On potrzebował poczucia stabilności. A to trudno było zbudować na nawet najbardziej subtelnym kłamstwie.
-Kiedy się tutaj pojawiłeś… W dniu moich urodzin…- zacząłem, zastanawiając się dobrze nad każdym słowem, które miałem zamiar wypowiedzieć. Rudzielec skinął głową, przyglądając mi się z uwagą i wyczekiwaniem.- Zaintrygowałeś mnie. Wtedy sam nie do końca to rozumiałem. Wydawałeś mi się bardzo… interesujący… piękny.- Andy przewrócił oczyma, uśmiechając się lekko. Chyba takiego właśnie wyjaśnienia się spodziewał.- Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze cię zobaczę, ale tak się stało… Gdy zrozumiałem, że mieszkasz w tamtym obskurnym miejscu, że masz problemy, chciałem coś z tym zrobić. Jakoś ci pomóc. Naprawdę- dodałem stanowczo, widząc, że powątpiewa w moje słowa.- Nie zabrałem cię tutaj w żadnym niecnym celu. Owszem, różne rzeczy przychodziły mi do głowy, ale tam też zostawały. Nie sądziłem, byś kiedykolwiek zwrócił na mnie uwagę. Nasze wspólne mieszkanie… Czysto platoniczne relacje… Taki układ też mi odpowiadał. I jeśli zechcesz do niego wrócić… Zrozumiem.
Andy parsknął śmiechem.
-Jeszcze czego, Mitch- rzucił pobłażliwie.- Omal nie wyszedłem z siebie, by w końcu cię uwieść, miałbym teraz niweczyć własne wysiłki…?- zażartował. Uśmiechnąłem się lekko, widząc, że wraca mu humor.- Wiesz, gdy spotkałem cię po raz pierwszy, sądziłem po prostu, że ktoś dostał bardzo nietrafiony prezent. Wydawałeś się spoko kolesiem, byłeś miły, dałeś mi się najeść, napić, dałeś mi nawet swoją kurtkę. Później jednak spotkałem cię po raz kolejny i pomyślałem, że trafiłem na jakiegoś maniaka. Że mnie śledzisz i w ogóle. Zacząłeś mnie zagadywać, bredzić coś o pomocy, nie miałem pojęcia czego chcesz, nie bardzo miałem ochotę, by to sprawdzać, ale w sumie byłem pod ścianą… Właściwie to dlatego w ogóle się zgodziłem, by tu przyjść, choć wciąż trochę się bałem. Cały czas byłeś taki strasznie nerwowy, wydawało mi się, że czekasz na okazję, żeby mnie poćwiartować albo coś w tym stylu- zachichotał.- Ale później zdałem sobie sprawę, że ty zawsze jesteś nerwowy. Nie rozumiem dlaczego. Masz wszystko. Wszystko. Pracę, której nie chcesz. I pieniądze. Nawet to mieszkanie, choć nie jest najlepsze, na jakie byłoby cię stać. A mimo to, dajesz sobą pomiatać. Dajesz się traktować jak nikt, chociaż jesteś kimś.
-… Bo nie czuję, żebym miał wszystko- przyznałem szeptem.
A przynajmniej nie czułem tego do tej pory. Dopiero wczorajszego wieczora, gdy usłyszałem, jak odpowiada na moje wyznanie… Wtedy przez krótką chwilę miałem wrażenie, że tak właśnie jest. Że miałem wszystko, o czym mogłem marzyć.
-Ale tak jest!- stwierdził stanowczo Andy.- Wiesz ilu spotkałem takich ludzi jak ty…? Wbrew pozorom – sporo. Mających kasę i dobry zawód… Myślisz, że którykolwiek z nich zachowywał się tak jak ty…? Chodzą po klubach, wyszukując takich jak ja, chłopaków i dziewczyn, spici i spasieni jak świnie, nie obawiając się niczego i nikogo, a ty smucisz się, gdy mówię w żartach, że jesteś stary…- rzucił, kręcąc z niedowierzaniem głową.- Nie wyglądasz staro. Jeśli nie ubierasz się tak jak zwykle, ale nawet gdy ubrania dodają ci wieku i tak nie jest z tobą źle. Jest dobrze. Jesteś interesujący. Masz ładne oczy. I włosy. Mój ojciec w twoim wieku był już prawie łysy. To chyba nie wróży zbyt dobrze mnie…- mruknął, marszcząc brwi w śmieszny sposób.- Ach i nie jesteś pedofilem. Mogę to mówić w żartach, ale to nieprawda. Mam szesnaście lat. Mogę legalnie uprawiać seks z kimkolwiek zechcę. Po prostu, jak wielu facetów, wolisz młodsze. Młodszych. Bardzo młodszych, w twoim przypadku, ale jeszcze nie nielegalnie młodszych, więc wszystko gra.
Przysłuchiwałem się jego słowom kompletnie zaszokowany, nie będąc w stanie w żaden sposób na nie zareagować, nie licząc rumieńca, jaki bez wątpienia zagościł na mojej twarzy. Nie wiem, jak on to robił… Nie wiem jak to robił, że jedną wypowiedzią, ledwie paroma zdaniami, był w stanie odpowiedzieć na wszystkie moje wątpliwości i obawy, podnieść mnie na duchu i sprawić, że czułem się choć odrobinę pewniej niż zwykle. Czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Widział więcej, niż ja byłem w stanie przyznać, nawet przed samym sobą. Może gdybym był z nim szczery od samego początku, szybciej by mi zaufał, zamiast podejrzewać mnie o złe intencje.
Teraz jednak, gdy w końcu osiągnąłem to, na czym od początku mi zależało, zamierzałem uczynić wszystko, by tego nie popsuć.

Stałem w łazience przed lustrem, dopinając guziki koszuli, którą kupiłem kiedyś za namową rudzielca podczas naszych wspólnych zakupów. Gdy tylko skończyłem i zerknąłem na swoje odbicie, nie mogłem powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Pewnie w normalnych warunkach po prostu westchnąłbym ciężko rozdrażniony własnym, kompletnie nieatrakcyjnym, wręcz marnym widokiem, ale dziś postanowiłem mniej przejmować się takimi szczegółami i chyba po raz pierwszy nawet mi to wychodziło. Owszem, nie da się ukryć, wyglądałem marnie. Miałem na sobie jeszcze jasne dżinsy, które rzadko ubierałem i pewnie musiałem sprawiać wrażenie faceta w średnim wieku, który za wszelką cenę stara się zrobić z siebie nastolatka. Nie robiłem tego jednak dla siebie, ani tym bardziej dla obcych ludzi, ale dla Andy’ego. A poza tym… Na dworze było zimno. I tak ubiorę płaszcz, więc przynajmniej tej najbardziej wstydliwej, górnej części garderoby, nie będę musiał prezentować szerszemu gronu.
Doszedłszy do tego optymistycznego wniosku, opuściłem łazienkę, by następnie skierować się do sypialni. Uchyliłem drzwi i wszedłem ostrożnie do pomieszczenia, zatrzymując się w pobliżu łóżka, na którym siedział Andy, ze znudzeniem przeglądając jedno z moich fachowych czasopism. Gdy tylko pojawiłem się w pokoju, podniósł na mnie wzrok.
-Wow, Mitch…- rzucił, unosząc brew i mierząc mnie uważnym spojrzeniem. Uśmiechnął się lekko, sprawiając wrażenie na wpół zdziwionego, na wpół rozbawionego moją tymczasową metamorfozą.- Cóż to za zmiana…
Ja również się do niego uśmiechnąłem.
-Pomyślałem, że… moglibyśmy wybrać się do kina- zaproponowałem po chwili wahania.
Rudowłosy wyglądał na zaszokowanego tą sugestią. Nic dziwnego, zdecydowanie nie przepadałem za podobnymi wyjściami, zawsze byłem domatorem i wolałbym zostać z Andy’m tutaj, ale wiedziałem, że on potrzebuje podobnych wypadów. Był młody i energiczny. Siedzenie w domu musiało go strasznie nużyc i z pewnością dawało wiele czasu na wracanie myślami do przeszłości.
-Mówisz serio…?- dopytał niepewnie. Skinąłem głową, nie przestając się uśmiechać.- Nie wstydzisz się, że ktoś nas razem zobaczy…? Wiesz, to nie jest nielegalne, ale nie zmienia faktu, że źle widziane…
-Myślę, że wymówka z synem lub bratankiem będzie adekwatna- odparłem jedynie, choć ta kwestia również odrobinę mnie niepokoiła.
Rudowłosy zachichotał.
-Jasne, tylko najpierw poinformuj mnie która, żebym wiedział, czego mam się trzymać… A poza tym, co jeśli zechcę cię pocałować…?- rzucił zaczepnie.
Poczułem, że się rumienię. Odkaszlnąłem cicho, nie rezygnując jednak z odpowiedzi:
-W kinie jest ciemno… Myślę, że nikt nie zauważy… Zwłaszcza, jeśli usiądziemy tam, gdzie jest mało ludzi… Z tyłu…
-Z tyłu?- parsknął litościwie Andy.- Z tyłu zawsze są tłumy! Usiądźmy z przodu. I na co my właściwie idziemy…?
-Nie mam pojęcia. Nie wiem nawet, co grają. Zdecydujesz na miejscu.
-Ja?- zdziwił się rudzielec. Skinąłem głową. Czułem ulgę i radość widząc, jak bardzo podekscytowany jest wizją naszego wyjścia. Ten dzień zaczął się fatalnie, ale wyglądało na to, że skończy się zupełnie inaczej.- Naprawdę mogę…? Wiesz, Mitch, nie znam się na tych wszystkich poważnych filmach… Na dramatach i romansach zasypiam… Moglibyśmy obejrzeć jakąś komedię, byle ciekawą. Albo horror! Co powiesz na horror, Mitch…?
-Czemu nie- odpowiedziałem nadzwyczaj spokojnie, choć poczułem nutkę niepokoju na myśl o spędzeniu „romantycznych” dwóch godzin na oglądaniu duchów i potworów. Takie filmy niespecjalnie mnie przerażały, ale niektóre z nich były naprawdę makabryczne.
-Serio…?- zachichotał Andy.- Będziesz mnie całował, oglądając kątem oka podziurawione, żywe trupy…?
Zaśmiałem się lekko.
-Cokolwiek zechcesz- odparłem jedynie.
Rudzielec uśmiechnął się figlarnie.
-Zapamiętam te słowa.

Ostatecznie nie wybraliśmy się na horror, bo żadnego nie grali, ale na jakiś film akcji. Nie było to kino najwyższych lotów, więcej było w nim efektów specjalnych niż dialogów czy rzeczywistej fabuły, ale mimo wszystko podobał mi się. Może dlatego, że podobał się Andy’emu, a to wystarczało w zupełności, by zadowolić i mnie. Po wszystkim wybraliśmy się do kawiarni na słodki deser, a że rudzielec wciąż był głodny, wstąpiliśmy także do fast foodu, choć ja nie miałem sił wcisnąć w siebie niczego więcej prócz paru frytek, więc mój zestaw również przypadł w udziale chłopakowi, który chyba w końcu się nasycił. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, iż wszystko potoczy się tak dobrze. Spędziłem z Andy’m wspaniałe chwile i szczerze mówiąc, nie mogłem się już doczekać, aż ponownie zorganizujemy sobie podobne wyjście. Rudzielec świetnie się bawił. Był pogodny, radosny i zwyczajowo prowokujący. Zupełnie inny niż tego ranka. Sprawiał wrażenie, jakby już nic go nie trapiło, jakby wszystkie troski i zmartwienia w jednej chwili zniknęły, choć zdawałem sobie sprawę, że to niemożliwe. A ja… A ja czułem się przy nim swobodnie. Więcej. Pewnie. Nie byłem już równie spięty, co zwykle. Z początku, owszem, martwiłem się, że ktoś może na nas patrzeć, że zwracamy na siebie uwagę i że najzwyczajniej w świecie nie nadaję się na podobne wypady, a chłopak pewnie zanudzi się w moim towarzystwie na śmierć, ale stopniowo zapominałem o tym wszystkim i po prostu starałem się dotrzymać rudowłosemu kroku.
Gdy wróciliśmy do domu było już po dwudziestej drugiej. Zdjąłem buty i kurtkę, po czym zaczekałem, aż chłopak zrobi to samo, by odwiesić nasze wierzchnie odzienia na wieszak.
-Jak zimno!- mruknął Andy, obejmując się ramionami i drżąc lekko.- Rany, kiedy na dworze zrobiła się taka ślizgawica…? Gdy wychodziliśmy było całkiem w porządku…
-Cóż…- rzuciłem, uśmiechając się lekko.- Zbliża się zima.
-Jeśli mnie pytasz o zdanie, Mitch, sądzę, że już tu jest…- stwierdził chłopak, po czym zbliżył się do mnie, spoglądając mi prosto w oczy. Na jego wargach zagościł zadziorny uśmieszek.- Na pewno jednak możesz zrobić coś, by nie rozgrzać..
-Mogę zrobić herbatę- zaproponowałem z nutką rozbawienia.
Rudzielec zachichotał cicho.
-Liczyłem, że zaproponujesz coś innego…- odparł z teatralnym rozczarowaniem, po czym oparł dłonie na moich ramionach i uniósł się odrobinę na palcach.
Nie potrzebowałem lepszej zachęty i moment później nasze wargi złączyły się ze sobą. Pocałunek, jaki złożyłem na ustach rudowłosego był stosunkowo delikatny, ale odpowiedź Andy’ego okazała się być diametralnie inna – żarliwa i stanowcza. Jego język wsunął się do wnętrza moich ust. Palce zsunęły się z ramion i dotarły do guzików koszuli, rozpinając kolejno każdy z nich, by ostatecznie przemknąć po moim odsłoniętym torsie. Naparł na mnie całym ciałem, dociskając do ściany. Jęknąłem mimowolnie wprost w jego wargi, nie przerywając pocałunku. Moje dłonie przesunęły się po plecach rudzielca i zacisnęły na jego pośladkach, po czym zaczęły masować je niespiesznie przez szorstki materiał dżinsów.
-Niegrzeczny, Mitch…- szepnął chłopak, gdy tylko oderwał się od moich ust, rozpalając mnie do białości.
Objąłem go mocno w pasie i ponownie wpiłem się w jego wargi, tym razem mocniej i śmielej niż poprzednim razem. Nasze języki splotły się ze sobą. Rudzielec przycisnął się do mnie kurczowo, a moment później cofnął się o kilka kroków w głąb mieszkania, wciąż całując mnie zachłannie i chyba zmierzając do jakiegoś przytulniejszego miejsca, co zdecydowanie było rozsądnym pomysłem.
Do sypialni dotarliśmy właściwie po omacku, nie tylko przez to, że żaden z nas nie wpadł na pomysł włączenia świateł, ale głównie dlatego, że trudno było mi się skupić na czymkolwiek poza gorącymi wargami chłopaka i jego ciałem, tak blisko mojego. Poza tym, że parę razy poobijaliśmy się o ściany i chyba zahaczyłem o coś w salonie, nic poważnego się nie zdarzyło. Gdy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia, rudowłosy odsunął się ode mnie i czmychnął na łóżko. Zapaliłem lampkę, by mieć lepszy ogląd całej sytuacji i klęknąłem na posłaniu. Chwyciłem Andy’ego za biodra, przyciągając go bliżej siebie. Chłopak zachichotał cicho.
-Ktoś tu nabrał odwagi…- szepnął prowokująco.
Uśmiechnąłem się do rudzielca, nim moje usta znalazły się na jego szyi. Wodziłem nimi po całej jej długości, całując i okazjonalnie podszczypując zębami skórę Andy’ego. Zamruczał z zadowoleniem. Podniosłem się odrobinę, po czym rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je z niego wraz z bielizną. Podwinąłem jego sweter i zacząłem całować brzuch, podbrzusze i uda, wysłuchując jego rozkosznych westchnień, a później… A później ostrożnie, kompletnie pozbawiony pewności co do tego, co zamierzałem zrobić, ucałowałem czubek jego męskości.
Rudowłosy podniósł się na przedramionach, spoglądając na mnie z wyraźnym zaskoczeniem.
-No proszę…- skomentował mój czyn, uśmiechając się figlarnie.- Ktoś tu zdecydowanie nabrał powagi… Chcesz mi obciągnąć?- zapytał.
-Ja… Nigdy tego nie robiłem- przyznałem, sam nie bardzo wiedząc, czy rzeczywiście chcę.
-To nic trudnego- odparł swobodnie.- Po prostu weź go do ust. To twój pierwszy raz, więc niezbyt głęboko. Spróbuj.
… Szczerze mówiąc, nigdy w życiu nie wyobrażałem sobie siebie w podobnej pozycji. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym robić coś podobnego drugiemu mężczyźnie. Dopóki nie spotkałem Andy’ego, nawet się nad tym nie zastanawiałem. To było kompletnie abstrakcyjne i dziwaczne, ale teraz… Teraz zrobiłbym chyba wszystko, żeby sprawić mu przyjemność. Wsunąłem jego męskość pomiędzy wargi. Na początku ledwie jej czubek, później nieco więcej. Ssałem ją i lizałem, dostosowując się do instrukcji rudzielca. Czasem przerywałem, by pieścić językiem całą długość trzonu jego członka i mosznę, po czym wracałem do poprzedniej czynności, z każdą chwilą czując się mniej zakłopotany całą sytuacją. Cudownie było wsłuchiwać się w przyspieszony oddech chłopaka, jego miarowe westchnienia i wypowiadane coraz słabszym głosem polecenia.
-Czekaj!- rzucił w pewnym momencie Andy.- Czekaj, Mitch, ja… Ja zaraz dojdę… Dokończ ręką…
Tak też zrobiłem. Moment później rudzielec skończył z głośnym jękiem. Spojrzał na mnie, oblizując wargi.
-Kto by się spodziewał, Mitch…- szepnął zadziornie.- Kto by się spodziewał…
Nim zdążyłem zrobić cokolwiek więcej, wyślizgnął się z moich ramion i podniósł z łóżka.
-Weź wszystko, co trzeba i spotkamy się pod prysznicem…- rzucił pogodnie, nim czmychnął w kierunku łazienki.
Zagryzłem wargę w figlarnym uśmiechu.
Ten dzień zaczął się fatalnie.
Ale miał skończyć tak, jakby nigdy nie było między nami lepiej.